Od patentu do produktu. Dlaczego trzy czwarte polskich patentów nie pracuje na rynku?
Skomercjalizowano zaledwie 24,9 proc. patentów udzielonych w Polsce w latach 2019–2023. Sektor nauki generuje 68,1 proc. krajowego portfela patentowego, ale odpowiada za 1,1 proc. przychodów z komercjalizacji. Statystyczny patent szkoły wyższej przynosi 1.683 zł przychodu. Tak wynika z pierwszego w Polsce systemowego badania losów patentów, zaprezentowanego 17 lipca 2026 r. przez Urząd Patentowy RP wspólnie z GUS i SGH. Dane są bezprecedensowe – ale nie są ani zaskakujące, ani przypadkowe.
Skala zjawiska w trzech liczbach
Badaniem objęto 11 526 patentów udzielonych podmiotom krajowym przez UPRP w latach 2019–2023. Komercjalizacji podlegało 2 868 patentów (24,9 proc.); pozostałe 8 658 (75,1 proc.) nie zostało wykorzystanych gospodarczo, a jedynie 7,3 proc. przewidziano do komercjalizacji w przyszłości. Aż 86,2 proc. patentów nieskomercjalizowanych to rozwiązania, w przypadku których ostatecznie zrezygnowano z komercjalizacji – a nie takie, których wdrożenie się nie powiodło. Decyzja o niewdrożeniu zapada więc dużo wcześniej niż konfrontacja z rynkiem.
Struktura sektorowa wskazuje, gdzie leży strukturalne oderwanie. Sektor nauki z 7 852 patentami generuje 44,5 mln zł przychodów (1,1 proc. strumienia), sektor przedsiębiorstw z 3 674 patentami – 3,88 mld zł (98,9 proc.). Przedsiębiorstwa produkcyjne, budowlane i infrastrukturalne (PKD A–F) osiągają średnio 2,93 mln zł na jeden skomercjalizowany patent. Szkolnictwo wyższe – 1 683 zł, a więc kwotę niższą niż koszt samego zgłoszenia i utrzymania ochrony. Do tego rynek obrotu prawami wyłącznymi w Polsce praktycznie nie funkcjonuje: spośród 2 868 skomercjalizowanych patentów jedynie 51 sprzedano, a licencjonowanie i technologiczne joint ventures pozostają niszą.
Diagnoza: patent jako wskaźnik rozliczeniowy, nie etap wdrożenia
Trzeba to powiedzieć wprost: obecny stan rzeczy nie jest wynikiem błędnych decyzji uczelni ani naukowców. Jest konsekwencją wieloletniej konstrukcji bodźców wpisanej w politykę grantową i system ewaluacji krajowych ośrodków akademickich.
Po pierwsze – konstrukcja umów o dofinansowanie. Przez lata w projektach finansowanych ze środków publicznych zgłoszenie patentowe lub uzyskanie patentu traktowane było jako wskaźnik rezultatu, którego nieosiągnięcie mogło skutkować konsekwencjami finansowymi. W takim układzie patent stał się przede wszystkim narzędziem rozliczenia projektu, a nie krokiem w kierunku rynku. UPRP wprost potwierdził istnienie licznej grupy patentów uczelnianych, których jedyną aktywnością po uzyskaniu ochrony było opłacenie pierwszego okresu.
Po drugie – system ewaluacji jakości działalności naukowej. Zgodnie z § 19 ust. 1 pkt 2 rozporządzenia ewaluacyjnego samo przyznanie patentu krajowego daje ewaluowanemu podmiotowi 75 pkt (europejskiego – 100), niezależnie od tego, czy wynalazek został wdrożony i czy ochrona jest utrzymywana. Rzeczywista komercjalizacja jest wyceniana nieporównanie niżej: 1 pkt za każde 10 000 zł przychodu (§ 22 ust. 4 pkt 3). Bodziec ekonomiczno-reputacyjny prowadzi zatem do zgłoszenia patentu, a nie do jego wdrożenia. Wynik badania – 68,1 proc. patentów przy 1,1 proc. przychodów – nie jest patologią, lecz logiczną odpowiedzią na źle skonstruowane bodźce.
Celem systemu nie była komercjalizacja. Celem była realizacja wskaźnika grantu i zdobycie punktów ewaluacyjnych. Patenty powstały. Rynek się nie pojawił.
Prawo daje pełne instrumentarium – problem leży poza nim
Warto podkreślić, że polski system prawny nie jest barierą transferu technologii. Zgodnie z art. 148 ustawy z 20 lipca 2018 r. – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce uczelnie mogą prowadzić akademickie inkubatory przedsiębiorczości oraz centra transferu technologii do komercjalizacji bezpośredniej (sprzedaż wyników badań i know-how, umowy licencyjne), a poprzez spółki celowe – komercjalizacji pośredniej. Wynalazki podlegają ochronie na warunkach określonych w art. 24 i 63 ustawy z 30 czerwca 2000 r. – Prawo własności przemysłowej. Ramy prawne odpowiadają realnym potrzebom transferu. Wyzwaniem pozostaje ich rzeczywiste wykorzystanie i zbudowanie ekosystemu, który połączy te instrumenty w działający proces.
W praktyce polskie uczelnie i jednostki naukowe wykorzystują te instrumenty w skali statystycznie widocznej – Porozumienie Akademickich Centrów Transferu Technologii zrzesza obecnie ok. 100 CTT działających przy uczelniach, instytutach badawczych i PAN, a Porozumienie Spółek Celowych – ponad 30 spółek celowych. Problem nie leży zatem w braku jednostek transferu, lecz w tym, że w większości z nich zasób komercjalizacyjny nie trafia z jednostki macierzystej do struktury dedykowanej. Raport NIK z 2019 r. „Spółki celowe – bez celu” wykazał, że tylko 28 proc. skontrolowanych spółek otrzymało od jednostek naukowych prawa do wyników badań jako zasób do komercjalizacji, a struktura przychodów tych spółek była zdominowana przez usługi doradcze i szkoleniowe, nie sprzedaż licencji ani wyników prac badawczych. Innymi słowy – struktura prawna istnieje, ale przedmiot komercjalizacji do niej nie trafia. To ten sam mechanizm bodźcowy, który w warstwie własności intelektualnej diagnozuje badanie UPRP/SGH/GUS z 2026 r.: tworzenie aktywów instytucjonalnych jako wskaźnika rozliczeniowego, a nie narzędzia gospodarczego.
Doświadczenia amerykańskie: Bayh–Dole i model MIT
Punktem odniesienia pozostaje amerykański Bayh–Dole Act z 1980 r. (35 U.S.C. §§ 200–212). Warto zwrócić uwagę, że ustawodawca federalny nie postawił sobie za cel zwiększenia liczby patentów – postawił sobie za cel zwiększenie wykorzystania wynalazków finansowanych publicznie w gospodarce, wsparcie współpracy uczelni z przemysłem i zachęty do tworzenia nowych przedsiębiorstw technologicznych. Patenty były narzędziem, nie miernikiem.
Kluczowym elementem Bayh–Dole jest jednak nie sama alokacja praw, lecz mechanizm anti-warehousing. Kongres wprost zapisał w § 200, że system ma „chronić opinię publiczną przed nieużywaniem lub nierozsądnym używaniem wynalazków” (protect the public against nonuse or unreasonable use of inventions). Egzekucję tej zasady zapewnia § 203 – tzw. march-in rights – który uprawnia agencję federalną do przymusowej licencji na wynalazek, jeżeli podmiot uprawniony „nie podjął lub nie zamierza w rozsądnym czasie podjąć skutecznych działań w celu praktycznego zastosowania” wynalazku. Przed wejściem Bayh–Dole rząd federalny USA był właścicielem ok. 28 000 patentów, z których komercjalizowanych było mniej niż 5 proc. – proporcja uderzająco zbieżna z dzisiejszymi polskimi 24,9 proc. skomercjalizowanych patentów. Zastrzec jednak trzeba, że Bayh–Dole Act przyjmowany był w kontekście gospodarczym istotnie odmiennym od dzisiejszych realiów polskich – w warunkach dojrzałego rynku venture capital, rozwiniętego przemysłu absorbującego technologie i utrwalonej kultury współpracy nauka–biznes. Tym niemniej diagnoza, która skłoniła Kongres do jego przyjęcia, była zbieżna z obecną sytuacją Polski: publicznie finansowane badania generowały zasób patentów, który w przeważającej większości nie znajdował drogi do gospodarczego wykorzystania – i to właśnie ta zbieżność problemu, a nie tożsamość otoczenia rynkowego, uzasadnia sięgnięcie po mechanizmy tego aktu jako punkt odniesienia.
Massachusetts Institute of Technology skonsolidował ten model w Technology Licensing Office, które nie ogranicza się do obsługi zgłoszeń, lecz aktywnie zarządza całym procesem: identyfikuje rozwiązania o potencjale rynkowym, analizuje zastosowania biznesowe, poszukuje partnerów przemysłowych, negocjuje licencje i wspiera spin-offy. W tym modelu pytaniem otwierającym proces nie jest „czy możemy opatentować wynalazek?”, tylko „czy istnieje rynek, który zechce za tę technologię zapłacić?”. Patent jest etapem, nie – zwieńczeniem.
Sygnał zmiany: ustawodawca i środowisko akademickie zauważyły problem
Warto podkreślić, że diagnoza sformułowana przez UPRP, SGH i GUS nie jest odosobniona – środowisko akademickie i ustawodawca dostrzegli konieczność zmiany kierunku. Procedowany projekt zmian ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce (UPRO11) nie zmienia samych zasad komercjalizacji przewidzianych w art. 148 i nast., ale przesuwa akcent w systemie ewaluacji: zakłada zwiększenie znaczenia przychodów z działalności naukowej, w tym z komercjalizacji wyników badań i know-how oraz większy nacisk na transfer rezultatów do gospodarki. Warto zauważyć, że kluczowe elementy amerykańskiego modelu – obowiązki raportowania utilization i mechanizm odbierania praw w razie ich niewykorzystania – pozostają nieobecne zarówno w obowiązującym rozporządzeniu ewaluacyjnym, jak i w procedowanym projekcie UPRO11. To zmiana kierunku, nie kosmetyka. Sygnał, że era patentu jako wskaźnika rozliczeniowego dobiega końca – a era patentu jako aktywa gospodarczego dopiero się zaczyna. Faktyczna skuteczność tej reformy zależy od tego, jak radykalnie zostanie wdrożona i czy pociągnie za sobą analogiczną zmianę w konstrukcji wskaźników rezultatu w programach grantowych. To będzie test czy zmiana ma charakter systemowy, czy jedynie retoryczny.
Perspektywa strategiczna: pięć pytań, które powinien zadać sobie inwestor i przedsiębiorca
Dla przedsiębiorców i inwestorów oceniających technologię wyniki badania mają konkretną implikację praktyczną. Ocena wartości aktywa niematerialnego nie może już sprowadzać się do pytania „czy istnieje patent”. Kluczowe są pytania, które zadaje sobie inwestor w modelu amerykańskim.
1) czy technologia odpowiada na rzeczywistą, zweryfikowaną potrzebę rynkową; 2) jaki jest jej poziom gotowości technologicznej (TRL) i ile pracy pozostaje do przejścia „valley of death” między wynalazkiem a produktem; 3) czy prawa własności intelektualnej są odpowiednio zabezpieczone, w tym w zakresie wynalazków pracowniczych, umów o wykonanie prac badawczo-rozwojowych i ewentualnych roszczeń współtwórców; 4) czy istnieje możliwość skalowania rozwiązania w modelu biznesowym, który jest realistyczny w danym sektorze; 5) czy struktura współpracy między uczelnią, naukowcem, spółką celową i inwestorem jest ułożona tak, aby żaden z uczestników nie miał bodźca do blokowania procesu. Odpowiedzi na te pytania decydują o tym, czy patent stanie się aktywem generującym przychody, czy jedynie kosztem stałym.
Kancelaria wspiera przedsiębiorców, jednostki naukowe i inwestorów na każdym etapie tej drogi – od badań zdolności rejestrowej patentów, znaków towarowych i wzorów przemysłowych, przez strategię ochrony (patent czy tajemnica przedsiębiorstwa), postępowania rejestrowe przed UPRP i EUIPO, strukturyzację umów wdrożeniowych, licencyjnych i przeniesienia praw, konstrukcję spółek celowych i modeli komercjalizacji pośredniej, po due diligence własności intelektualnej i negocjacje z partnerami przemysłowymi.













